Maurycy Gomulicki / Kultura Rozkoszy / Enter The Room / Anna Pajęcka

www.entertheroom.pl

„Anna Pajęcka: W jednym z wywiadów powiedział pan: „Nie jestem panem od historii czy nauk politycznych – ja jestem panem od przyjemności”. Jest we współczesnej sztuce miejsce na przyjemność/zabawę?

Maurycy Gomulicki: Wydaje mi się, że zasadniczym pytaniem jest raczej czy są nam one potrzebne. W moim odczuciu przyjemność i zabawa, a przede wszystkim radość z nich płynąca, są absolutnie fundamentalne. Ulotne chwile szczęścia, jakie im zawdzięczamy, są najjaśniejszymi momentami naszego życia, a dla wszystkiego, co jest istotne w życiu, jest również miejsce w sztuce. Możliwość tworzenia to specyficzny przywilej człowieka. Nie postrzegam sztuki jako zamkniętego terenu rządzącego się jakimiś sztywno ustalonymi zasadami. Mody intelektualne, jak i każde inne, są czymś naturalnym a jednocześnie przejściowym. Oczywiście można powiedzieć, że np. zajmowanie się erotyką w latach 50. było czymś niefrasobliwym, mnie jednak raduje ta niefrasobliwość i kłaniam się w pas Mai Berezowskiej. Gdyby życie nas nie cieszyło, to jaki w ogóle miałoby sens?

AP: A czy jest na nią miejsce w przestrzeni publicznej? Zdawałoby się, że to wizualne pole wspólne musi być zachowawcze, choćby dlatego, że jest wspólne – widać to po częstych reakcjach na sztukę pojawiającą się w przestrzeni miasta. A pan wchodzi w nią ze swoimi pracami i rozbija tę potencjalną zachowawczość. Odnoszę się tutaj do takich realizacji jak „Fryga”, „Obelisk”, „Światłotrysk”.

MG: Najprostszą reakcją na coś czego nie znamy, a więc nie rozumiemy jest strach, a w konsekwencji odrzucenie. Strach leży u podstaw wszelkich postaw konserwatywnych. Jednocześnie wszystko co nowe prędzej czy później zostaje zasymilowane, gdyż po jakimś czasie opatrzone i poddane różnorodnym interpretacjom przestaje być nieznane, a więc groźne. Historia człowieka to historia jego ewolucji – tego procesu nie da się zatrzymać, można go najwyżej spowolnić. Z natury nie jestem rewolucjonistą, nie wydaje mi się, żeby to co robię było szczególnie kontrowersyjne. Odwołuję się do kodów podstawowych, uniwersalnie dostępnych, powszechnie obecnych, jeżeli nie w polu świadomym, to w podświadomości, takich jak radość zabawy, erotyczny zachwyt czy rudymentarna wrażliwość na piękno. Czuję się wolny od różnych lęków i fobii więc przychodzi mi to stosunkowo łatwo. Moje realizacje trafiają czasem na bardziej, czasem na mniej podatny grunt. Fryga miała wyjątkowo trudny kontekst. Szkoda, że akurat ta praca, która sprowokowała kaskadową reakcję w mediach społecznościowych i stała się swoistym kozłem ofiarnym na którym wielu ludzi mogło wyładować swoje frustracje, została położona na poziomie technicznym przez wykonawcę, co stworzyło doskonały pretekst, by ją usunąć z przestrzeni miejskiej. Interesujące byłoby prześledzenie procesu jej asymilacji, w tej chwili nie jest to jednak możliwe. Światłotrysk za to jest już dziś mocno zintegrowany ze swoją lokalizacja. Wydaje się, że warszawiacy polubili różowe bąbelki.”

Cały artykuł do przeczytania na stronie www.entertheroom.pl