Małgorzata Goliszewska – ostatnia i pierwsza osoba musi mieć psa

07.02— 07.03.2015

Poprawnie narysowany schemat życia duchowego, to duży trójkąt skierowany wierzchołkiem ku górze, podzielony na nierówne części. Im bliżej dołu, tym są one większe, szersze i wyższe. Cały ten trójkąt powoli, prawie niewidocznie porusza się do przodu i w górę; tu gdzie „dziś” jest wierzchołek, „jutro” dojdą znajdujący się niżej. To znaczy, że to, co jest dzisiaj zrozumiałe dla najwyżej stojących, a dla całej reszty jest mętnym bajdurzeniem, jutro nabierze i dla nich sensu i stanie się pasjonującą treścią ich życia.
Wassily Kandinsky, O duchowości w sztuce, Łódź 1996, s. 31.

Małgorzata Goliszewska w swoich artystycznych poszukiwaniach porusza się w obszarze dokumentu i eksperymentuje z jego formą. Nie jest to jednak klasyczne posługiwanie się tą formułą, a raczej naginanie jej granic i sprawdzanie w jaki sposób dokumentalność można przesunąć w zupełnie inny rejestr. Interesujące w jej sztuce staje się pytanie: jak udokumentować to, co wydaje się zupełnie „niedokumentalne”. Wystawa „ostatnia i pierwsza osoba musi mieć psa” również wynika ze zmagania się ze strukturą dokumentu, od której artystka niejako odchodzi. Tym razem zwraca się ku swojemu wnętrzu, zwalniając siebie od ciągłego przymusu obserwacji zewnętrznej rzeczywistości.

W ciągu trzech lat Goliszewska rejestrowała wydawane przez sen dźwięki, o których dowiadywała się od innych, a których nie pamiętała i które funkcjonowały niejako poza nią. Ciekawa tych nieznanych nocnych aktywności zaczęła je nagrywać. Zarejestrowane dźwięki są niejednolite – od nieartykułowanych odgłosów, pochrapywania czy mlaskania, aż do słów, zdań czy piosenek. Nagrania te stworzyły rodzaj sennych dzienników artystki, których automatyczny zapis, czy raczej dokumentacja, stanowią jedną z głównych części wystawy. Określenie „senny” w stosunku do jej wypowiedzi wymaga jednak pewnego sprostowania – głos Goliszewskiej daleki jest od monotonii czy powolności. Słowa i zdania artykułowane są w sposób bardzo ekspresyjny – przeplatają się w nich zdziwienie, entuzjazm oraz zaangażowanie. Momentami aż trudno uwierzyć, że jest to głos śpiącej osoby.

W tym ciągu połamanych zdań, linearność i narracyjna struktura stają się niemożliwe do zrekonstruowania – rządzą się odmienną logiką, która wymyka się klasycznemu rozumieniu. Co za tym idzie, tytuł wystawy, będący pierwszym nagranym sformułowaniem śpiącej artystki, nie podlega zasadom gramatyki czy interpunkcji, nie zna przecinków ani wielkich liter. Goliszewska podgląda samą siebie w sytuacji, kiedy „ja” staje się dla niej zupełnie obce i nieprzewidywalne. To nadal jej głos, jej sposób mówienia i artykulacji, ale słowa już nie są bliskie ani rozpoznawalne. Zdania, których nigdy świadomie nie wypowiedziała, zostały utrwalone. Nagrania te dają jej możliwość poznania samej siebie na nowo. Goliszewska ze snu przedstawia się Goliszewskiej na jawie.

Wędrówka do jaźni, która stała się głównym motorem prezentowanych działań, odbywa się nie tylko poprzez bezpośrednią rejestrację nocnych aktywności mózgu. Cały projekt wystawy został zaczerpnięty z pokładów podświadomości i wiernie odwzorowany w przestrzeni galerii. Krótko mówiąc, Goliszewska wyśniła swoją wystawę, wspomagając się hipnozą oraz snami intencjonalnymi. Proces i miejsce, z którego wypłynęła koncepcja wystawy są najważniejszymi punktami odniesienia. Kształt ekspozycji nie został bowiem „wymyślony” czy wytworzony przez racjonalny umysł artystki, ale wypłynął bezpośrednio z obszarów podświadomości aktywowanych wybranymi technikami. Prezentowane obiekty, pochodzące ze snów i stanów hipnotycznych, tworzą spójny zbiór symboli, przeniesionych w rzeczywistą przestrzeń galerii. Cała wystawa charakteryzuje się strukturą podatnego na interpretację marzenia sennego. Prawdziwą autorką wystawy jest raczej Goliszewska ze snu, a główną jej bohaterką – podświadomość.

Wystawa „ostatnia i pierwsza osoba musi mieć psa” jest dokumentacją i opowieścią o podświadomości, wypływającą z podświadomości i oddziałującą na podświadomość widza. Podczas jednego ze snów Goliszewska zobaczyła silne pole energetyczne wytworzone w galerii. Aby to urzeczywistnić, użyła wynalezionej przez Michała Papierskiego Merkivy Alfa – instrumentu wywodzącego się z tradycji ezoterycznej, zmieniając przestrzeń galerii w tzw. Miejsce Mocy. Merkiva jest formą geometryczną, złożoną z przenikających się tetraedrów (czworościanów foremnych), uzupełnioną odpowiednio umiejscowionymi kamieniami półszlachetnymi. Przebywanie pod nią ma działać korzystnie na aurę człowieka, wspomagać przepływ energii, poszerzać świadomość, a także wpływać na aktywność bioelektryczną mózgu, wzmagając m.in. działanie fal Theta. Fale te występują przede wszystkim w trakcie medytacji, hipnozy, odczuwania intensywnych emocji, a także śnienia. Nocne nagrania Goliszewskiej powstały głównie dzięki falom Theta. Artystka stara się doprowadzić do sytuacji, w której widz przebywający w galerii może zwrócić się ku własnemu wnętrzu oraz zbliżyć do stanu, o którym opowiada i z którego wywodzi się wystawa.

„ostatnia i pierwsza osoba musi mieć psa” jest działaniem, w którym dokumentalne strategie doprowadziły Goliszewską do obszaru, który wydaje się nie mieć z dokumentalnością wiele wspólnego. Jak bowiem formułę, która jest przeznaczona do utrwalania faktów, przenieść na strefę podświadomości czy też duchowości? Wykorzystując bezpośrednią formę rejestracji i odtwarzania trudno uchwytnych obszarów ludzkiej jaźni, artystka zdaje się przełamywać te przeszkody. W geście Goliszewskiej głównym motorem działania nie jest czerpanie inspiracji z podświadomości, czy wprowadzanie wątków ezoterycznych do swoich prac. Artystka koncentruje się na samym procesie dokładnej, naiwnej niemal obserwacji oraz jak najwierniejszego przeniesienia wątków pochodzących z głębin psychiki w obszar sztuk wizualnych. Mimo, że brzmi to paradoksalnie, wystawa „ostatnia i pierwsza osoba musi mieć psa” jest dokumentem podświadomości.

Zwieńczeniem projektu jest piosenka, a właściwie zapętlony tekst „ale ja nie wiem, jak to w życiu jest” śpiewany przez Goliszewską hipnotyzującym głosem. Zdanie to staje się mantrą, w której manifestują się wątpliwości wobec „życia na jawie” i zwrot artystki w stronę rzeczywistości snu i własnego wnętrza. Po latach dokumentowania zewnętrznego świata Goliszewska podąża za słowami Junga: „Kto patrzy na zewnątrz – śni, kto patrzy do wewnątrz – budzi się”.

 

Małgorzata Goliszewska
ur. 1985, mieszka i pracuje w Szczecinie.
Studentka V roku multimediów na Akademii Sztuki w Szczecinie. Tworzy w różnych mediach (film, instalacje, performance, dźwięk) sytuując się na styku sztuki współczesnej oraz filmu dokumentalnego. Absolwentka warsztatów dokumentalnych Polska.doc (2011), kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy (2012) oraz laureatka 13. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii (2014). W 2011 roku zadebiutowała filmem „Ubierz mnie”. Brała udział w licznych rezydencjach artystycznych (w Indonezji, Holandii, Łotwie, Finlandii oraz Hiszpanii). Swoje prace przedstawiała m.in. na wystawach zbiorowych: Triennale Młodych w Orońsku (2012), Pavilion 0, Palazzo Donna w Wenecji (2013), WRO Biennale 2013, Wrocław (2013),w Domu Kereta w Warszawie (2014) czy w Spectra Art Space w Warszawie (2015).
Założycielka grupy artystycznej ‘miłość’ , w której działa z Rafałem Żarskim, Martyną Szwintą, Lonią Kaniuk oraz Mikołajem Tkaczem.

kurator: Sebastian Gawłowski