Angelika Markul — Tierra del Fuego

3.02 — 17.03.2018

Archipelag Tierra del Fuego, czyli Ziemia Ognista to najbardziej na południe wysunięty skrawek Ameryk. Ekstremalne warunki klimatyczne, izolacja wysp i wywoływane przez nie poczucie geologicznego nadmiaru sprawiły, że pierwsi przybysze z Europy myśleli o lokalnych mieszkańcach jak o mitycznych olbrzymach. Przyczyniły się do tego nie tyle niezaprzeczalne różnorodność i odmienność ich zwyczajów, ile „nie-ludzkie” przystosowanie się do warunków, swoją niegościnnością wykraczających poza europejskie wyobrażenie natury. Nie przypadkiem Ziemia Ognista stała się synonimem biblijnych „czasów przedpotopowych”. Po owych „olbrzymach”, żyjących w ścisłej relacji z otaczającym ich środowiskiem, pozostało już obecnie niewiele albo prawie nic. Kultura ludów Selk’nam, Jamana czy Kawesquar, niosących w sobie obraz świata sprzed tysięcy lat, gwałtownie zniknęła w ciągu kilku ostatnich dekad XIX wieku.

Popuszczając wodze geologiczno-antropologicznym fantazjom, Angelika Markul w swojej instalacji zabiera nas w podróż na poszukiwanie przeszłości zastygłej w krajobrazie i jego materii. Pamięć, która zdawała się bezpowrotnie zniknąć, powraca w pracach artystki, konfrontujących nas z nie-ludzkim wymiarem krajobrazu Ziemi Ognistej i zaświadczających o katastrofie jej rdzennych mieszkańców. Rozwijana przez artystkę analogia pomiędzy topniejącym lodowcem a zanikającymi lokalnymi kulturami nadaje destrukcyjnym ludzkim działaniom charakter nieomal geologiczny, współczesna cywilizacja staje się tu apokaliptycznym żywiołem, niosącym kres odwiecznym i zdawałoby się wiecznym formacjom przyrodniczym oraz kulturowym. W postbiblijnej geologii (niemal homofoniczność „geologii” i „teologii” nie jest tu przypadkiem) Angeliki Markul niezawiniony upadek rdzennych kultur może być zapowiedzią topnienia lodowców, a topnienie równie dobrze może być prefiguracją ostatecznego pomieszania elementów. W dzisiejszym świecie próby oddzielenia ludzkiego i nie-ludzkiego już skazane są na niepowodzenie – i to zarówno po stronie sprawców katastrofy, jak i jej ofiar.

Wybór prezentowanych na wystawie prac jest wypadkową rozwijanych przez Markul od dłuższego czasu zainteresowań materialnością i geologią, a w tym konkretnym przypadku wywodzi się wprost z jednej z jej ostatnich prac filmowych – zrealizowanej w Patagonii Memory of the Glaciers. Wychodząc od fenomenu gwałtownie topniejących lodowców Ziemi Ognistej, artystka łączy na wystawie szkice wymarłych gatunków zwierząt, mapy tej części świata i analizujące materialność terenu wielkoformatowe panneaux o przypominającej kopaliny geologicznej fakturze. Tym sposobem w przestrzeni galerii, operując materią i światłem, buduje krajobraz-Gesamtkunstwerk najodleglejszych terytoriów Chile i Argentyny. Markul wykorzystuje tu szereg własnych szkiców, w których rekontekstualizuje nielicznie zachowane materiały, dokumentujące życie mieszkańców Tierra del Fuego – sfotografowane przez austriackiego księdza i etnologa Martina Gusinde sceny z życia codziennego i nieprawdopodobne rytuały przejścia. Czy jest to próba rekonstrukcji spojrzenia na świat, jakie mieli ludzie z plemienia Selk’nam? Wizji jednego z „performerów” ceremonii Hain? A może stresu odgrywania tradycji w jednym z europejskich „ludzkich zoo”, w których umieszczano przedstawicieli ludów Ziemi Ognistej?

Kolor i kompozycja sprawiają, że naszkicowane postaci stają się z pewnością mniej odrealnione niż na oryginalnych zdjęciach. Pokrywająca ciała uczestniczące w obrzędzie przejścia ochra, w kontekście wcześniejszych prac Markul i prezentowanych na wystawie „orogenetycznych” panneaux, przywodząca na myśl wzniosłe w swej skali ruchy Ziemi, może sugerować, że artystka proponuje nam tu ćwiczenia z percepcji. Oddaje szacunek ludziom zmiecionym przez historię i szuka świadectwa w materialnej przeszłości, skracając nasz dystans wobec tego, co uważamy za nie-ludzką naturę.

tekst: Krzysztof Gutfrański

LETO z przyczyn technicznych jest zamknięte do 13.11. Przepraszamy