Alex Urban — pfff…

23.09—28.09.2016

Ur-realizm Alex Urban

Natura to coś, czego nie da się objąć samym tylko wzrokiem – tkwi ona w duszy, w obrazach widzianych wewnętrznym okiem – Edward Munch

Lęk i obsesja – to tematy dziwacznego uniwersum Alex Urban. Jej lubieżne obrazy zdają się jaskrawymi odtworzeniami snów, czy też koszmarów, ale są także bardziej realne niż nie, bardziej znajome, niż chcielibyśmy przyznać – i w tym tkwi zagwozdka. Obrazy Urban są tak naprawdę zaczerpnięte z internetu, rezerwuaru odpadków ludzkiej psyche – być może to najskuteczniejszy barometr dzisiejszej zbiorowej nieświadomości. Wiele z nich zdaje się także przedstawiać wprost seksualne lub paranoiczne fantazje, nie zawsze wiadomo, co się na nich dzieje, są otwarte na podświadomość widza, która może wypełnić puste miejsca. To, co społeczeństwo postrzega jako transgresyjne, często jest po prostu ludzką naturą, niegroźną dla innych, choć skrywamy te odruchy jako niepożądane. Można powiedzieć, że Urban przeprowadza testy Rorschacha, które ujawniają pęknięcia w naszej psychice.

W pracy Trener, 2013, pies odgryza twarz trenera, który wyłania się zza błękitnej kurtyny niczym na teatralnej scenie: bestia może reprezentować nasz pierwotny instynkt, rozsadzający ograniczenia właściwych zachowań i edukacji, naturę przezierającą przez szwy decorum. To niejasne imaginarium, a także prosty ilustracyjny styl i paleta przywodzą na myśl surrealizm – jest tu nawet Magritte’owski everyman w czerni. W trakcie lekcji malarstwa młode dziewczyny wiernie portretują na sztalugach Papugę, 2016, przedstawioną na szczycie fallicznego cokołu – podwójny żart z dziewcząt posłusznie odzwierciedlających ptaka, nieświadomych obecności o wiele większego „ptaka”, gigantycznego organu seksualnego stojącego po środku sali. Jak w wielu obrazach Urban, tematy skąpane są w wibrujących cukierkowych pigmentach, przywołując niewinność, jak gdyby opakowaną w błogosławioną dziecięcą ignorancję.

Fantasmagoryczna właściwość tych obrazów, często przedstawiających rodzaj kiczowatej seksualności rodem z hollywoodzkich filmów, podkopuje ich erotyczny potencjał, a jakiś element jest zawsze wykoślawiony. Krzykliwa paleta, balansująca na skraju mdlącej słodyczy, najczęściej różów i błękitów kojarzonych z małymi dziewczynkami i chłopcami, przełamana jest uderzeniami czerni – będącymi jednocześnie niepokojącym widmem Obcego, jak i przejawami czarnego humoru. W Loversach, 2013, Adam i Ewa, blondynka w pewnym wieku i Pinokio o nieokreślonej płci, obejmują się w psychodelicznym ogrodzie, w którego kącie czai się złowrogo wąż. Sterczący czarny organ wystaje niczym pistolet z wyblakłego tła w obrazie Dildo, 2013, jedynie para różowych sutków powyżej wskazuje na to, że to może być ludzka postać – a może to czarny mężczyzna z pomalowaną na biało twarzą i czerwonymi oczami? Wszystko to wskazuje na wstyd, którym się posługujemy niczym bronią przeciwko sobie, a w środku czai się nieunikniony inny.

Te obrazy możemy odnaleźć na naszych własnych wstydliwych fantazjach, i to łączy Urban z Paulem McCarthym – ośmieszanie powszechnych norm jako niedorzeczne i ukazywanie nas jako niewydarzonych prostaczków, choć może i sympatycznych. Dlatego też Urban portretuje ludzi jako zwierzęta, osoby robiące sobie selfie z ozdobnymi rogami, noszące świńskie maski i perły, lub jako ogłupiałych klownów badających swoje własne organy seksualne z głupawą ciekawością i dojmującym brakiem pasji. Tym, co naprawdę przedstawia Urban jest całkowite rozdzielenie i niejasność, tkwiące pomiędzy projektowanym przez społeczeństwo wyobrażeniem rzeczywistości a tym, co naprawdę znaczy bycie człowiekiem.

Innym pokrewnym Urban duchem jest surrealistka, Léonor Fini, która zilustrowała Historię O, w której protagonistka pozwala, aby zrobiono z niej idealnie uległą niewolnicę seksualną. Przedstawia ona transgresyjne akty za pomocą pastelowych, miękkich kolorów. Niepokojąca fotografia Henri Cartiera Bressona ukazuje Fini w pończosze naciągniętej na głowę, przez co rysy jej twarzy zostają groteskowo zniekształcone. Na innym zdjęciu, zrobionym przez André Pieyre de Mandiargues, skrywa się ona za maską lwa, z biustem obnażonym przez prowokacyjny dekolt. We wszystkich wyczuwamy nieustającą transformację i wykorzystywanie siebie w roli ofiary nierealnych, często zdeformowanych, standardów promowanych w mediach.

I o ile wiele sytuacji widzianych u Urban można uznać za surrealne, celem nie są surrealistyczne interpretacje snów, a raczej ukazanie przełącznika, który wywołuje powrót wypartych lęków, pragnień, obsesji, temu wszystkiemu, czemu sprzyja sieć, zezwalając anonimowej publiczności na ekshibicjonizm pod przykrywką stworzonych przez nas samych awatarów. Sportretowany Pudel, 2014, wydaje się zbyt ludzki, by być psem, i zbyt mądry, by być czystym kiczem. Niemal możemy zobaczyć nasze własne dusze wyzierające zza włochatego przebrania, monstrualnego i kruchego jednocześnie. Oglądanie prac Urban jest jak odbyty pod wpływem psychodelicznych substancji trip, który złuszcza cieniutki fornir osłaniający bolączki współczesnego społeczeństwa.

tekst: Cathryn Drake

Współpraca:
Lado ABC